Category Nauczanie

Czarnowski jako wychowawca młodego pokolenia

Trudno przepi owadzie granicę między Stefanem Czarnowskim, wielkim erudytą, niezmordowanym i niespokojnym badaczem, a Czarnowskim, wychowawcą młodego pokolenia. W stosunku do swych uczniów, i nie tylko uczniów, był zaborczy, radząc i pomagając, wnikając w indywidualne uzdolnienia, upodobania i z wielkim doświadczeniem, w ciągu długich lat obcowania z młodzieżą uzyskanym, wskazywał każdemu jego właściwą drogę pracy.

czytaj dalej

Objaw kryzysu patriotyzmu we Francji

Cios sięgnął dalej i głębiej, rozbił Francję na dwa wrogie sobie obozy. Z jednej strony większość, pragnąca przede wszystkim spokoju wewnętrznego i widząca całą przyszłość narodu w mocnym trwaniu przy tradycji wieków dawnych, patriotyczna, ale nie rozumiejąca, że duma narodowa i uczucie patriotyczne zginąć muszą w ogólnej, społecznej martwocie. Z drugiej ci, którzy ideę Rzeczypospolitej łączyli zawsze nierozdziełnie z ideą wielkości Francji, a których teraz za ich patriotyzm, za pragnienie odwetu, większość własnego narodu prześladowała.

czytaj dalej

Romantyzm i wkroczenie folkloru do literatury

Niebawem przychodzi romantyzm i oto otwierają się wrota dla triumfalnego wkroczenia folkloru do literatury. To prawda, że nie folklor jako taki jest tam najważniejszy. Sprawa narodowa stoi ponad wszystkim. Ale właśnie z ludem, a zwłaszcza z masami ludu wiejskiego wiąże swoje patriotyczne nadzieje większość przodujących pisarzy. Pisarze ci wyobrażają sobie, że w ludzie odnajdą nieskalane źródło młodości, które karmiło Polskę w ciągu dziesięciu stuleci, a do którego drogę zgubili ich bezpośredni poprzednicy. Z pieśni epickich, towarzyszących krzepkiej młodości innych narodów i zachowanych aż do naszych czasów, Polska, o ile w ogóle kiedykolwiek miała epopeję – nie zachowała nic. Ubolewał nad tym już Krasicki, tłumacz Osjana. Polskie średniowiecze jest dość bezbarwne: minimalny udział w wyprawach krzyżowych, feudalizm bez wyraźnych kształtów, rozdrobnienie narodowe, ponure walki z sąsiadami ze wschodu – Litwinami, Rusinami, Tatarami. Z nieokreślonej masy ludzi skupionej wokół panującej dynastii – ludzi będących rzeczywistymi twórcami historii -niewiele wyłania się indywidualności, które mogłyby pobudzić imaginację poety szkoły romantycznej. I w dodatku są to jednostki, o których się bardzo mało wie, jak choćby pierwsi królowie. Tematy zaczerpnięte z dziejów wielkich walk z Zakonem Krzyżackim nie mogły służyć literaturze w nieskończoność. Następuje więc zwrot ku folklorowi i, pod wpływem myśli demokratycznej, tutaj szuka się źródeł narodowej oryginalności. Nie znaczy to, by romantycy mieli być z zasady miłośnikami tradycjonalizmu. Przeciwnie, wielu wyznaje poglądy wręcz rewolucyjne na miarę epoki, a jednocześnie cala ta plejada poetów i pisarzy, wśród których błyszczą największe nazwiska polskiej literatury, zgodna jest co do tego, by nic nie uronić z dziedzictwa idei, przekazanego przez przeszłość a wzbogacanego co dzień nowymi zdobyczami ludzkiego ducha.

czytaj dalej

Biologiczny rozwój rodowego człowieka

Przekonaliśmy się, że forma wykresu umożliwia nam określenie stanu biologicznych lub kulturowych osiągnięć człowieka w jakimś okresie i zorientowanie się w zmianach, jakie zaszły w danych odstępach czasu. Mogliśmy również ocenić, że pochyłość krzy- wej na wykresie w jakimś szczególnym punkcie (czyli czasie) jest miernikiem tempa, w jakim człowiek w danym czasie się rozwijał. Jeżeli wykres 4 jest linią prostą, oznacza to, że tempo zmian zachodzących w wiedzy człowieka było równe zeru. Jest to właściwie powtórzenie naszego poprzedniego wnioskowania na podstawie tego wykresu, lecz tym razem z odmień- nego punktu widzenia. Na wykresie 1 i 2 tempo zmian jest stałe, jednakże nie zerowe, dlatego regresja może być tu rozpatrywana jako ujemne tempo zmian, podczas gdy postęp jest tempem dodatnim. Oba te przypadki zachodzą w wykresie 3, podczas gdy tempo zmian na wykresie 5 jest zawsze dodatnie i zwiększa się w miarę upływu czasu.

czytaj dalej

Dane kulturowe

Następne zagadnienie do rozważenia jest znacznie trudniejsze – jest to problem kulturowego rozwoju człowieka. Jeżeli mamy potraktować ten temat graficznie i ilościowo, tak jak w przypadku morfologicznego rozwoju człowieka, to znów musimy uzyskać dwa zestawy danych: jeden dotyczący pomiarów kulturowych odnoszących się do danej formy ludzkiej, i drugi, dotyczący datowania, czyli współrzędnej istnienia tej formy na Ziemi. Ustalenie współrzędnej czasu dla szczątków kostnych i wytworów człowieka będzie przedyskutowane w dalszej części książki, po omówieniu danych ilościowych, dotyczących kulturowych osiągnięć człowieka. W jaki sposób można jednak zmierzyć jego osiągnięcia kulturowe? Najlepszym i bezpośrednim sposobem podejścia do tego zagadnienia jest ustalenie, czy istnieje jakaś zależność między rozwojem mózgu człowieka a jego rozwojem kulturowym, a następnie zbadanie odlewów wnętrza czaszek. Istnieją jednak dwie poważne trudności. Po pierwsze, chociaż większa pojętność umysłowa (lecz niekoniecznie tym samym większa kultura) jest na ogół powiązana z większą złożonością zwojów mózgowych, to jednak zachodzi niewielka (lub żadna) zależność między stopniem pofałdowania kory mózgowej, widocznym na odlewach wnętrza czaszek, a zdolnością umysłową, a jeszcze mniejsza zależność z osiągnięciami kulturowymi lub wiedzą ludzką. Po drugie, dane tego rodzaju, są tak skąpe, że nie mogą posłużyć jako wystarczające do sporządzenia wiarygodnego wykresu. Dlatego też musimy zastosować metodę bardziej pośrednią.

czytaj dalej

Pojęcie instynktu państwowego cz. II

Cudowna to rzecz ten instynkt! Nie pozwala on się mylić w polityce z chwilą, gdy tylko znajdzie się odpowiednią „plaftormę“, punkt wyjścia polityki narodowej. Wyłączona jest nawet potrzeba celowości w działalności politycznej. Reprezentacja narodu kierowana „instynktem państwowym“ nie potrzebuje wcale wiedzieć, czego chce, dokąd zdąża. Nawet owa „wartość“ własna, którą przeciwstawia się „wartości“ cudzej, nie potrzebuje być uświadomiona, nie należy szukać dla niej sformułowania. Realizuje się ona sama przez się, a właściwie dzięki „instynktowi państwowemu“. P. Balicki mówi wyraźnie na etr. 123 swego artykułu, że „dobra i celowa polityka narodowa bez nakreślonych z góry postulatów (a zatem bez sformułowania postulatu wartości, bez którego nie meże być mowy o świadomym realizowaniu – przyp. nasz) obejść się może, ale nie może się obejść bez pewnej podstawy prawno-politycznej, na której się opiera i w imię której występuje“.

czytaj dalej

O POTRZEBIE ŻYCIA DUCHOWEGO CZ. II

Jak dalece zasada ta jest słuszną, uczy nas choćby historia łat ostatnich. Olbrzymia, materialnie potężna Rosja podbiła cały szereg narodowości i plemion, których – mimo że znaczna ich liczba stoi na dość niskim poziomie kulturalnym – wchłonąć nie umiała: życie duchowe poszczególnych plemion, w skład państwa wchodzących, nie miało około czego się skupić. Nie było w państwie rosyjskim i nie ma, że tak powiemy, naturalnego środka ciążenia dla kultury całej ludności. Toteż mimo przewagi materialnej narodowości panującej co dzień głowę podnoszą narodowości nowe i przeciwstawiająswą własną tradycję, acz ubogą, kulturze narodu panującego.

czytaj dalej

Durkheiim i jego szkoła

Przeprowadzona przez Czarnowskiego krytyka definicji faktu społecznego była fragmentem szerszej polemiki z durkheimizmem, skierowanej przeciwko statyzmowi tej szkoły.

czytaj dalej

POWSTANIE I SPOŁECZNE FUNKCJE HISTORII

Karmimy się historią od wczesnego dzieciństwa i przez cale lżycie. Nie tylko tą, której uczymy się w iszkole i którą podają nam dzieła poświęcone specjalnie opisowi i wyjaśnieniu faktów minionych w ich związku czasowym. Poza tą historią strictissimo sensu wszystko nieomal, co nas otacza, z czym w życiu miewamy do czynienia i w stosunku do czego bywamy zmuszeni przybrać określoną postawę teoretyczną lub praktyczną – wdraża nas do ujmowania teraźniejszości jako powstałej w wyniku dłuższego lub krótszego następstwa zdarzeń, rzeczy i ludzi. Przy byle sposobności narzuca się nam zagadnienie początku i wynikłych zeń kolejnych zmian, zagadnienie zależności tego, co jest, nie tylko od tego, co jest jednocześnie, ale także od tego, co poprzedza je bezpośrednio, oraz tego ostatniego od stanu czy faktu jeszcze dawniejszego itd. aż do jakiegoś początku. Czy to będzie sprawa spadkowa, zmuszająca zainteresowanych do przeprowadzenia dowodu pokrewieństwa i stopnia tegoż, a więc do ustalenia genealogii: czy kwestia własności nieruchomej i jej kolejno powstałych i zmienianych kolejno obciążeń: czy analiza kierunku politycznego, prądu doktrynalnego, ocena starego obrazu lub chęć wniknięcia w utwór poetycki epoki minionej – zawsze musimy dokonywać tej samej, wciąż na nowo powtarzanej pracy odtwarzania sobie obrazu przeszłości w postaci następujących po sobie kolejnych zmian. Jesteśmy tak bardzo przyzwyczajeni do przedstawiania sobie przeszłości jako łańcucha nieprzerwanego, którego ogniwa ułożone są w szereg nieodwracalny, do przedstawiania sobie teraźniejszości jako tylko ostatniego z tych ogniw, że wydaje nam się to czymś „przyrodzonym“, tzn. nie wyobrażamy sobie, iżby umysł ludzki, zwrócony ku faktom życia zbiorowego, mógł inaczej ujmować ich powstawanie i przemijanie niż jako kolejność pojawiania się w czasie. Tym samym skłonni jesteśmy mieć czynność ukazywania owych faktów w tej właśnie kolejności, a więc układanie historii, za zjawisko powszechne, nieodłączne od współżycia ludzi w związkach społecznych, dłużej niż oni trwających, i samym faktem tego trwania ugruntowane dostatecznie. Nie chodzi tu, rzecz prosta, o „historię“ w nowoczesnym naukowym rozumieniu terminu, ale o każdy rodzaj słownego czy plastycznego, schematycznego czy symbolicznego przedstawienia zdarzeń i rzeczy, ludzi i czynów, streszczających w sobie nagromadzone w ciągu pokoleń zbiorowe doświadczenie grupy ludzkiej i wyrażających jej wartości naczelne. W tym szerokim rozumieniu będzie „historią“ równie dobrze poemat epicki, jak genealogia rodowa: hędzie nią opowieść o wędrówkach plemienia i słup totemiczny z wyrzeźbionymi na nim postaciami istot duchowych, z którymi właściciel słupa jest skojarzony jako dziedzic kilku pokoleń rodu własnego i rodu żony: będzie także „historią“ zachodnio-europejska tarcza herbowa z jej podziałem na pola, symbolizujące genealogię tego, który rma prawo jej używać – przy czym jest !sprawą obojętną, czy treść łych wszystkich „historii4 odpowiada tzw. prawdzie historycznej, czy nie.

czytaj dalej

Atrakcyjność szkoły durkheiinowskiej dla Czarnowskiego

Po studiach ekonomicznych, historycznych, filozoficznych – Czarnowski doszedł do socjologii i przy niej pozostał. Widzieliśmy, że znając bezpośrednio lub pośrednio różne aktualne szkoły socjologiczne – dopiero w szkole durk- heimowskiej znalazł zaspokajające go teoretyczne punkty wyjścia, co do zakresu socjologii i jej metod badawczych. Znalazł Czarnowski w Paryżu zwarte, a jednocześnie zróżnicowane w swej specjalizacji i badaniach środowisko naukowe: w krótkim czasie stał się jego aktywnym uczestnikiem. „Francuska szkoła socjologiczna“ była „szkołą“ w pełnym tego słowa znaczeniu. Kształtowała metodologię, nadawała kierunek problematyce badawczej. Mimo tendencji do rozszerzania się na różne dziedziny zjawisk społecznych, w swym wczesnym okresie pracowała głównie nad religionistyką i kulturami ludów pierwotnych – materiał badawczy czerpała także z historii ustroju i kultury starożytności. W ciągu dziesięciu lat niezwykłe intensywnej pracy naukowej pod kierunkiem najbliższych współpracowników Durkheima, M. Maussa i II. Huberta, ukształtował się Czarnowski-uczony, Czarnowski-durkheimista.

czytaj dalej

Myślenie kierowników obozu demokratyczno-narodowego

Zaiste, trudno było spodziewać się podobnie skonstruowanego wywodu od myśliciela, zaliczającego się do obozu „realistów“ politycznych, obozu, który drugi teoretyk, p. Kozicki, w roku zeszłym na łamach tegoż „Przeglądu Narodowego“ przeciwstawiał „politycznym nominalistom“. Ale bo w gruncie rzeczy tp. Balickiemu chodzi tylko o jedno: o usprawiedliwienie polityki bezprogra- mowości, oportunizmu i – nazwijmy rzecz po imieniu – zupełnej bezmyślności swego obozu. Trzeba było koniecznie wykazać, że jedyną drogą naszą jest ugoda zupełna, bardziej demoralizująca i poniżająca niż owa z r. 1897, wykazując jednocześnie, że ta ugoda nie jest ugodą. Tej sztuki dokonał p. Balicki dzięki swemu „instynktowi państwowemu“. Dzięki temuż można teoretyczną wszechpolskość pogodzić z praktycznym trójlojalizmem, radykalizm narodowy z ugodowością, ideały prawno-polityczne ze skwitowaniem z nich. A to wszystko ad maiorem Dmowscii et cons. gloriom. Rozumowanie jest bardzo proste. Po pierwsze: dobra polityka jest wynikiem posiadania instynktu państwowego. Po drugie: ten wyraża się w nacjonalizmie. Po trzecie: jedyną nacjonalistyczną grupą w Polsce jest obóz „Gazety Warszawskiej“ i p. Balickiego. Wniosek: ich polityka jest dobra, celowa i nieomylna. Quod erat demonstrandum.

czytaj dalej

Teoria socjologiczna Durkheima

Podstawowe dzieło Durkheima o Podziale pracy społecznej jest punktem wyjścia dla całego jego systemu. Społeczny aspekt i konsekwencje podziału pracy były jednym z centralnych zagadnień w naukach społecznych – zarówno dla lewicy, jak i dla prawicy – od czasów rewolucji przemysłowej. Od Smitha, który pierwszy uczynił z niej fundament swojej teorii — po Spencera z jednej, a Marksa z drugiej strony. We Francji – od Saint-Simona, przez Comte’a do Durkheima.

czytaj dalej

POWSTANIE I SPOŁECZNE FUNKCJE HISTORII CZ. II

Mogą składać się na nią same wymysły i brednie: jedynie ważnym jest, że przedstawia fakty minione w ich kolejnym następstwie, dochodząc do teraźniejszości czy też do jakiegoś momentu przeszłości, rozumianego jako punkt końcowy łańcucha, że przeto czas, który upłynął między początkiem i końcem, przedstawiony jest jako „dzieje4“ – jest wypełniony następującymi po sobie imionami, postaciami, czynami i !zdarzeniami. Tak więc zaliczymy do „historii44 w tym szerokim rozumieniu nie tylko tę dziedzinę, którą pod tą nazwą dziś uprawiamy i co do której nie potrzeba przekonywać nikogo, że pojawia się dopiero u ludów o wysokim poziomie kultury duchowej, i to nie u wszystkich. Historią !będzie dla nas także epopeja, bez względu na zgodność zawartych w niej wzmianek i opisów z rzeczywistością, byle przedstawione zdarzenia i wzmiankowani ludzie ukazywali się w !niej w porządku czasowym, jako to w cyklu karolińskim starofrancuskim lub w wielkich poematach epickich indyjskich, których tematem są wielkie czyny kilku pokoleń bohaterskich. Nie inaczej postąpimy z poematami genealogicznymi polinezyjskimi, z wszelkimi listami królów, władców, naczelników plemion, zarówno z tymi, które przechowywane .są w tradycji ustnej dworów murzyńskich w Afryce Środkowej, jak z tymi, które przekazali nam pisarze starożytni wschodni czy chińscy, jak z tą, dotyczącą egipskich dynastii, którą zawdzięczamy Manethonowi. Co więcej, zaliczymy do historii nie słowne, a plastyczne przedstawienia dziejów, takie np. jak alegoryczne przeważnie płaskorzeźby, które dekorowały ściany domostw królewskich w Abomey, stolicy Dahomeju, i które upamiętniały zdarzenia i czyny, zaszłe w ciągu dziesięciu kolejnych panowań, od osiedlenia się dynastii królewskiej w Abomey i początku dahomejskiej potęgi w roku 1625 za króla Dako aż do ostatniego niezawisłego władcy, Gbehanzina, strąconego z tronu przez Francuzów w r. 1894. Owe płaskorzeźby, to w postaci plastycznej prawdziwa kronika, którą biegli w jej odczytywaniu zdolni są przetłumaczyć na opowieść ujętą w słowa.

czytaj dalej

WYWIAD Z PROF. STEFANEM CZARNOWSKIM CZ. II

Powracając teraz do naszej kwestii zasadniczej, tzn. do sprawy burd pałkarzy na wyższych uczelniach, jakie następstwa ten stan rzeczy będzie miał dla młodzieży? A właśnie. Specjalnie niebezpiecznym i to niebezpiecznym bezpośrednio jest ten antysemityzm, jeśli chodzi o młodzież. Dążenie do uzyskania przywileju drogą hicia i poniżania członków innej narodowości jest czymś gorszym niż zdziczeniem obyczajowym, jest dowodem przyciemnienia elementarnych zasad moralnych u tych, którzy są powołani do zasilenia wkrótce elity intelektualnej narodu.

czytaj dalej