Zagadnienie syntezy historycznej

Obraz ten – nawet obraz ogólnikowy – nie byłby jednak zupełny, gdybyśmy nie dodali słów paru o tendencjach rozwojowych ogólnych, ujawnionych na zjeździe. Wspomnieliśmy wyżej o zainteresowaniu zagadnieniem syntezy historycznej. Należy stwierdzić od razu, że chociaż potrzeba jej odczuwana jest powszechnie, poszukuje się jej w kierunkach rozbieżnych, częstokroć sprzecznych. Stoją naprzeciw siebie indeterminiści i determiniści, stronnicy syntez rozwojowych i stronnicy syntezy systematycznej. Rzec można śmiało, iż ustalone poglądy w tej mierze mają przede wszystkim ci, których pozwolimy sobie tu nazwać de- terministami, historykami-socjologami, przy czym sami podzieleni są na kilka kierunków. Z jednej strony stoją marksiści, od ortodoksyjnych począwszy – reprezentowanych na zjeździe przede wszystkim przez uczonych sowieckich – a skończywszy na umiarkowanych, których sporo jest pomiędzy historykami gospodarczymi i społecznymi Zachodu. Z drugiej strony – spotykani zwłaszcza wśród historyków francuskich – uczeni, którzy podlegali wpływowi francuskiej szkoły socjologicznej. Różni ich kwestia pojmowania dziejów jako materialnego procesu dialektycznego czy też mającego inną swoistą logikę. Obok wymienimy trzecią, pozornie przynajmniej „socjologizującą“ grupę, przede wszystkim włoską, częściowo polską i żydowską – pojmującą dzieje jako proces organiczny, którego podkładem i jednocześnie ramą jest grupa etniczna, przejawiająca się różnie, zależnie od czasu, a jednak ciągła i w istocie swej zawsze identyczna. W gruncie rzeczy, rozbieżności te sprowadzają się do różnic postaw filozoficznych, a nawet metafizycznych: w jednych mamy do czynienia z tradycją „odwróconego“ przez Marksa heglizmu, u drugich – z myśleniem, które poprzez Comte’a sięga do Kartezjusza, u trzecich z postawą wywodzącą się od Fichtego i jego następców.

czytaj dalej

Historia Europy wschodniej i zagadnienia bałtyckiego

Rzecz prosta, że na wybór niektórych z tych zagadnień nic bez wpływu był fakt odbywania się zjazdu w Warszawie: niemniej historia Europy wschodniej i zagadnienia bałtyckiego – zaniedbywana do niedawna przez historyków zachodnich – zaczyna pociągać ich coraz więcej, niezależnie od chęci okazania uprzejmości dla gospodarzy. Faktem jest, że sekcja historii Europy wschodniej była jedną z najbardziej ożywionych i że z dyskusji wyłaniały się pierwszorzędnej wagi zagadnienia teoretyczne. I tak referat Jaroslava Bidlo tia temat Co to jest historia Europy wschodniej? zajmował się określeniem granic tej Europy, przy czym starły się stanowiska geograficzne i kulturowe. Chodzi o to, czy przez termin „Europa wschodnia4′ rozumieć należy obszar określony po prostu warunkami geograficznymi, położony na wschód od tej czy innej linii – czy też obszar zmienny w czasie, zajęty przez społeczeństwa żyjące kulturą wspólną, związane z sobą węzłami gospodarczymi, politycznymi, tradycyjnymi itd., i zależnie od rozszerzania się swego zmieniające zasięg Europy wschodniej. Z tymże zagadnieniem metodologicznym wiązały się inne jeszcze referaty, jak emigranckiego uczonego rosyjskiego Sawickiego, który reprezentował na zjeździe „eurazjacką“ koncepcję historii – koncepcję nie wolną od momentów wiary mistycznej i w świecie naukowym traktowaną mocno sceptycznie – jakoby twórcami najwyższych dóbr kultury duchowej i dóbr tych szerzycielami były ludy, osiadłe niegdyś w dzisiejszej Rosji i w przyległych obszarach azjatyckich. Od razu zaznaczamy, że propaganda p. Sawickiego na rzecz „Eurazji“ nie miała powodzenia, równie jak o wiele dyskretniejsza, ujawniająca się tylko w niewypowiedzianych, niemniej wyczuwalnych tendencjach niektórych referentów niemieckich – mamy na myśli przede wszystkim prof. Brandenburga i Jantzena – koncepcja, iż właściwymi twórcami kultury są Germanowie.

czytaj dalej

Referaty z historii gospodarczej i społecznej

Francuzów przyjechało bardzo wielu, ale niestety, skład ich delegacji był dość przypadkowy: obok sił pierwszorzędnych, jak Hauser, Weill, historyk Europy wschodniej Eisenmam, egzegeta biblijny Lods, historiozof Berr – przyjechało wielu, którzy wygłosili referaty, pouczające i interesujące, ale dla historyków Francji, nie nadające się natomiast do dyskutowania na zjeździe międzynarodowym.

czytaj dalej

VII ZJAZD MIĘDZYNARODOWY NAUK HISTORYCZNYCH w WARSZAWIE CZ. II

Natomiast referat wygłoszony publicznie nie może minąć bez echa, o ile tylko stoi na odpowiednim poziomip naukowym. Choćby się spotkał z wyraźnie negatywną krytyką uczestników dyskusji, zawsze – częstokroć wśród milczących słuchaczy – pobudzi on niektórych do myślenia w nowym kierunku. Zjazdy międzynarodowe są więc areną najdogodniejszą dla propagowania nowych pomysłów, których środkiem realizacji są nowe organizacje badawcze: komitety międzynarodowe dla badań szczególnych zagadnień, nowe sekcje na zjazdach następnych itd.

czytaj dalej

Narodowy ruch młodzieży

Są liczne dowody, że tak jest, że faszystowskie grupy polityczne wygrywają po prostu młodzież dla swoich celów. Grupy te nie mają, rzecz prosta, nic wspólnego z życiem szkół akademickich i nie pomylimy się chyba sądząc, że w gruncie rzeczy jest im zupełnie wszystko jedno, czy katedry profesorskie obsadzone są przez ludzi pochodzenia żydowskiego, czy tzw. aryjskiego, tak samo, jak wszystko im jedno, czy w audytoriach Żydzi siedzą osobno, czy przemieszani z chrześcijanami. Ale dla tych z natury rzeczy „kadrowych“ inteligenckich grup teren akademicki jest jednym z głównych terenów werbunku. Chodzi o to, by przyszli urzędnicy, nauczyciele, adwokaci i lekarze byli „narodowcami“. Jest przy tym rzeczą drugorzędną, czy naprawdę nauczą się czegoś, czy też nie. Owszem, im mniej wyrobią w sobie zmysłu krytycznego, tym iposluszniejszymi będą przywódcom, i im większą rolę w ich życiu młodzieńczym grać będą namiętności, usymbołizowane w prostaczych hasłach – tym lepiej. Widzimy przeto od szeregu lat, jak młodzież jest agitowana w kierunku czysto manifestacyjnym. To żąda się dekorowania audytoriów krzyżami. To rzuca się hasło pielgrzymki. Urządza się nabożeństwa, a w przerwach między tymi „czynami4 obija się Żydów i zatruwa personel urzędniczy gazami. Aby tyliko odwrócić uwagę młodzieży akademickiej od spraw naprawdę jej bliskich: zarówno od spraw materialny cli, jak od myślenia o studiach. Jeśli zaś jakaś, obchodząca naprawdę olbrzymią większość młodzieży, akcja podjęta zostanie przez młodzież samą, bez interwencji zewnętrznej, i jeśli ta akcja ma widoki powodzenia, to się ją zwalcza póki się da, po czym ze zręcznością prestidigi- tatorską eskamotuje się jej hasła, aby ją tym lepiej sabotować i podniecić do nowych ataków na Żydów i na „lewicę“. Tak właśnie dzieje się na naszych oczach z akcją antyoplatową. Oto w skróceniu strona wychowawcza panoszącej się w szkołach akademickich demagogii faszystowskiej.

czytaj dalej

Potrzeba nacjonalistów i socjalistów wśród młodzierzy

Zastosowaniem praktycznym. I w tym właśnie tkwi jądro zła, nie zaś w tym, że część młodzieży akademickiej hołduje takiej czy innej ideologii. Młodzież ta nie może bowiem być inną niż społeczeństwo, które ją wydało. A że w społeczeństwie tym nurtują prądy ideologiczne różne i sprzeczne – musimy mieć wśród młodzieży zarówno nacjonalistów jak i socjalistów, zarówno sanatorów jak ludowców, zarówno religiantów jak bezbożników – z przewagą, rzecz prosta, prądów właściwych środowiskom, z których pochodzi większość młodzieży. Nie ma w tym nic gorszącego, przeciwnie, jest nawet objawem zdrowym, że poszczególne odłamy ideowe młodzieży walczą ze sobą. Nie jest nawet żadnym szczególnym nieszczęściem, gdy uniesieni temperamentem młodzieńczym przeciwnicy przekraczają granicę dzielącą argument rzeczowy od argumentu ad kominem, gdy od przekonywania się wzajemnego przejdą do obelg, a niekiedy nawet do skądinąd ubolewania godnych bójek.

czytaj dalej

LIST OTWARTY

Dowiedziawszy sią, że jeden z profesorów wyższych uczelni warszawskich przekonań zdecydowanie lewicowych, popularny wśród lewicowej młodzieży i znany ze swych pogadanek w środowiskach robotniczych – tow. St. Cz. wystąpił z PPS, zwróciliśmy sią doń z prośbą o wyjaśnienie nam powodów jego kroku. Oto co nam napisał:

czytaj dalej

Argumentacja Balickiego

W ogóle cała argumentacja p. Balickiego porusza się w próżni. Przedstawiciel kierunku, który głosi o swym realizmie politycznym, rozpatruje sprawy polityczne metodą czysto introspekcyjną. Nić dowodzeń wysnuwa z siebie, nie z obserwacji faktów społecznych i ich wzajemnego stosunku. Wnioski, które streściliśmy powyżej, p. Balicki wysnuwa z pouczeń, których dostarcza mu rozważanie „instynktu państwowego“, tj. umiejętności okazywanej przez naród w kierowaniu swą polityką tak, by stało się zadość jego swoistym narodowym potrzebom. Instynkt państwowy ma się wyrażać w nacjonalizmie, który p. Balicki określa jako „zjawisko na wskroś praktyczne…, którego istotę stanowi jedno: podejmowanie przez samo społeczeństwo tych zadań narodowych, których państwo nie spełnia wcale – jak u nas – lub spełnia w niedostatecznej mierze – jak w innych krajach“. (Określenie nacjonalizmu dowolne – ale nie będziemy się teraz o nie spierali z p. Balickim). 0 treści nacjonalizmu, względnie treści politycznej wytworzonej przez „instynkt państwowy“, stanowi – o ile dobrze zrozumieliśmy p. Balickiego – tradycja narodu. Naród nasz posiadał bardzo wybitny instynkt państwowy w wiekach dawnych, od lat dwustu jednak instynkt ten zaczął zanikać: o zaniku jego w wieku ubiegłym świadczy uwielbienie dla polskiej chwały wojennej, a następnie kult męczeństwa – słowem cześć dla epizodów historycznych, apolitycznych. Towarzyszyło mu zaniedbanie polityki przez naród polski. Przeciwnie, w tych czasach, w których życie polityczne bije najsilniejszym tętnem, kult narodu zwraca się ku chwilom podobnym z dziejów. Instynkt państwowy jest właśnie „wyciśniętym na charakterze narodu śladem przeżytego pokolenia bytu politycznego“.

czytaj dalej

Czynniki zmienne dla Balickiego

Dla p. Balickiego jednak „czynniki zmienne“ nic nie znaczą. Lekceważy on to, że nie ma rządu, który by nie utożsamiał interesu państwa, w swoim przynajmniej mniemaniu, z interesem swoim i pozwalając łaskawie na „rozumną opozycję“ względem „zmiennego czynnika“ nie pozwala jej stosować względem państwa i jego „sfer odpowiedzialnych“. Ale czyż państwo jest rzeczą wieczną? Ono także się zmienia, i to często bardzo szybko, jeśli nie w znaczeniu formy obejmującej jednostki i grupy i przeciwstawiające się innym państwom, to w swoim ustroju. Te „sfery odpowiedzialne w państwie“, na które wpływ można uzyskać jakoby tylko w drodze znalezienia „gruntu wspólnego“, nie reprezentują zawsze jednakowej treści politycznej, a często sfera, która do niedawna była „nieodpowiedzialna“, staje się „odpowiedzialną“ i na odwrót. Zmiany te następują po sobie mniej szybko niż zmiany gabinetów, ale następują. Czymże zaś są owe zmienne gabinety, jeśli nie wyrazem politycznych dążeń tych właśnie sfer, które w rozumowaniu p. Balickiego są czynnikiem stałym w życiu politycznym? Bo chociaż p. Balicki o tej stałości nie mówi, uznanie jej wynika z jego argumentacji. Mówiąc o określeniu stosunku prawno-politycznego reprezentacji narodowej względem państwa, wspomina on na każdym kroku o „czynnikach rządowych“ i „sferach odpowiedzialnych“ – zresztą zupełnie słusznie, państwo bowiem jest instytucją, o kierunku funkcjonowania której stanowi tradycja tzw. „sfer odpowiedzialnych“ i reprezentacyjnych.

czytaj dalej

Quaestor i decentralizacja

Wątpić więc należy, czy junkrowie tak się do projektu autonomistycznego zapalą, jak to zdają się przypuszczać konserwatywni polscy mężowie stanu. Można nawet być pewnym, że się projektem tym zbytnio nie przejmą. Będą zresztą mieli najzupełniejszą słuszność ze swego stanowiska, gdyż po pierwsze, decentralizacja jest dla nich interesem wątpliwym, po wtóre jest ona w Prusiech nie do urzeczywistnienia, nawet gdyby całe stronnictwo konserwatywne pruskie jej chciało.

czytaj dalej

ZAJŚCIA ANTYSEMICKIE W SZKOŁACH WYŻSZYCH CZ. III

Nie chcemy i nie mamy prawa pomawiać władz akademickich ani ogółu profesorów, by choćby w głębi serca ekscesom sprzyjali. Przeciwnie, jesteśmy głęboko przekonani, że potępiają je szczerze. Żaden profesor, żaden członek senatu akademickiego, żaden rektor nie będzie patrzył inaczej jak z obrzydzeniem na wywlekanie gwałtem i bicie słuchaczów i słuchaczek z jego audytorium, na wpadanie rozwrzeszczanej tłuszczy do jego pracowni i wypędzanie z niej Żydów i Żydówek kułakami i palkami. Wszak są to ludzie kulturalni. Ale są miękkiego serca. Ta „miękkość serca“ wychowawców dla wychowanków jest tak wielka, „wyrozumiałość“ dochodzi do tego, że narzuca się wniosek, iż ci, w których władzy byłoby ekscesom zapobiec – i których to było obowiązkiem moralnym i ustawowym – w cichości ducha sprzyjali celom awanturników, a potępiali tylko metody. Jakżeż sobie wyjaśnić inaczej takie fakty, jak wyznaczenie osobnych ławek dla studentów Żydów na Politechnice Lwowskiej? Rzecz obojętna, za czyim zarządzeniem to się stało – władz akademickich czy poszczególnych profesorów. Dość, że dla tzw. świętego spokoju wprowadzono w życie i powagą profesorską usankcjonowano poniżenie mniejszości słuchaczów na żądanie nacjonalistycznych bojowców. W innych uczelniach wielu profesorów dziwnie gluchnie i ślepnie, gdy podczas przerwy Żydzi wypierani są z miejsc. Krzyki .nie są widocznie w stanie przeniknąć do pokoju profesorskiego. Aby podczas wykładu był spokój… Ciekawym jest przy tym, że wszystkie wybryki uchodzą bezkarnie. Żadnego z awanturników nie chwyta się nigdy lub prawie nigdy, nawet wówczas, udy ofiarą napaści jest me student, ale profesor. Kuratorzy organizacji studenckich używają wprawdzie swego prawa do cenzurowania uchwal politycznych tychże organizacji, do czego zmuszają ich ustawa i przepisy ministerialne. Nie uważają jednak za „polityczne“ uchwał wymierzonych przeciwko studentom innej narodowości luh wyznania, choćby wprowadzenie tych uchwal zmieniało faktycznie statut organizacji. W ten bowiem sposób, drogą nieuchylonych przez kuratorów uchwał walnych zebrań, odpowiednio „obstawionych“, Bratnie Pomoce wyłączyły ze swego grona kolegów niechrześcijan i bezwyznaniowców. Nie inaczej stało się z długim szeregiem kół naukowych, które ze statutowo powszechnych stały się wyłącznie chrześcijańskimi. Dziś – poza bardzo już nielicznymi kołami naukowymi – mamy w uczelniach naszych wprowadzone ghetto organizacyjne, po którym nastąpi niewątpliwie ghetto przestrzenne w audytoriach i pracowniach, o ile tylko ciao profesorskie i władze akademickie trzymać się będą w dalszym ciągu polityki chowania głowy w piasek dla niedrażnienia „młodzieży“. Wyraz „młodzież“ bierzemy tu w cudzysłów, chodzi bowiem w rzeczywistości bynajmniej nie o całą młodzież, ale o tę jej część nieliczną, nacjonalistycznie aktywną, która – opanowawszy organizacje i terrorem narzucając reszcie swą wolę – uzurpowała sobie prawo przemawiania w imieniu ogółu młodzieży polskiej i dzisiaj faktycznie decyduje o tym, czy uczelnie wyższe będą funkcjonować, czy nie.

czytaj dalej

Teoria socjologiczna Durkheima cz. II

W latach osiemdziesiątych XIX wieku oblicze ideologiczne tej teorii nie miało jeszcze tej oczywistej wyrazistości, jaką posiada dziś dla nas. Niemniej jednak nie była to koncepcja gabinetowa: powstawała ona w ostrej walce.

czytaj dalej

Czarnowski i okres szybkich i radykalnych przemian ideologicznych

Jednakże głównym terenem jego działalności naukowej i pedagogicznej i główną trybuną oddziaływania ideologicznego był Uniwersytet Warszawski. Gdy w r. 1926 jako prywatny docent zaczynał Czarnowski prowadzić seminarium – uczęszczało na nie 3-4 osoby. Po paru latach seminarium to zaczęło ściągać licznych uczestników zarówno spośród młodzieży studiującej, jak i spo- śród bardziej zaawansowanych pracowników naukowych różnych specjalności humanistycznych. Ściągało ich tu bogactwo problematyki i nowatorstwo metody. Przychodzili więc historycy, orientaliści, geografowie, archeologowie, ekonomiści, filozofowie. Dobór młodzieży dokonywał się też w specyficznych warunkach. Przychodziła młodzież nie idąca najłatwiejszą i utartą drogą studiów uniwersyteckich. Często studenci łączyli pracę w seminarium Czarnowskiego ze studiami w innych seminariach: Czarnowski nie tylko nie przeciwdziałał temu, lecz przeciwnie – taki tok studiów popierał.

czytaj dalej

VII ZJAZD MIĘDZYNARODOWY NAUK HISTORYCZNYCH w WARSZAWIE

Jakie mają znaczenie naukowe zjazdy historyków? Negowano niejednokrotnie ich doniosłość, aż niemiecki paradoks: in allen Kongressen die Hauptsache ist das Essen, stal się potocznym wyrazem lekceważenia dla tych imprez, zwłaszcza gdy w grę wchodzą zjazdy międzynarodowe specjalistów dziedzin różnych. W rzeczy samej zjazd, w którym uczestniczą obok siebie archeolog przedhistoryczny i badacz historii dyplomatycznej ostatnich miesięcy przed wojną światową, historyk polityczny obok historyka literatury czy historyka sztuki, włoski faszysta obok członka moskiewskiej Akademii Komunistycznej – sprawiać musi wrażenie wieży Babel. I niewątpliwie zjazd warszawski, mimo świetnej jego organizacji, wrażenie takie sprawiać mógł na kimś, kto by przyglądał mu się z zewnątrz i kto by spodziewał się po nim jakichś uchwał czy postanowień merytorycznych, w rodzaju będących celem tyłu innych, nienaukowych zjazdów. Poza tym dla obserwatora powierzchownego wysuwał się na plan pierwszy moment współzawodnictwa poszczególnych delegacji, reprezentujących tyleż narodów – współzawodnictwa o charakterze propagandowo-poli- tycznym. Na każdym naukowym zjeździe międzynarodowym chodzi bowiem nie tylko o naukę, ale także o wysunięcie się na pierwsze miejsce ilością referatów, częstym braniem udziału w dyskusjach, obsadzaniem prezydiów, sekcji i komitetów. Wszystko to prawda. A jednak międzynarodowe zjazdy mają dla postępu badań naukowych doniosłość pierwszorzędną.

czytaj dalej